Chrzest Jezusa (Mk 1, 9-11)

Chrzest to pierwszy sakrament, który obmywa nas z win i wynosi do godności dzieci Bożych. Otrzymujemy tożsamość, identyfikujemy się ze wspólnotą. Przepełnieni Duchem Świętym jesteśmy gotowi, by rozpocząć przygodę.

Mało rozmyślam nad faktem, że kiedyś zostałem ochrzczony – to błąd. Dzięki dojrzałym rodzicom mogłem zostać włączony do Kościoła i będę im za to wdzięczny do końca życia. W 1988 roku otworzyły się dla mnie perspektywy, których jako niemowlak absolutnie nie mogłem sobie wyobrazić. Po pierwsze przestał na mnie ciążyć grzech pierworodny. Wiem, niektórzy nie mogą dopuścić do świadomości, że rodzimy się wolni, ale obciążeni, i oburzają się. Nic nie poradzimy, że rodzimy się jako ludzie, a więc ze słabościami i wadami. Tylko wyższa siła może nas z nich wyzwolić. Potrzebną do zmiany moc wprowadza dynamiczny Duch Święty na każdego, kto został zanurzony w wodzie. Po drugie, nadano mi tożsamość, czyli pochodzenie i imię. Przychodzimy od niebieskiego Ojca jako umiłowani synowie i córki. Przestajemy być anonimowi (cześć, jestem Rafał). Możemy się określić. Po trzecie, zostałem włączony do rodziny, lokalnej wspólnoty i Kościoła. Odnajdujemy swoje miejsce na ziemi. Zaczynamy funkcjonować w kulturze. Chrzest to kamień milowy i błogosławieństwo na całe życie. Bilet w podróż, furtka ku wielkiej przygodzie. Początek życia Ewangelią, czyli głoszenie Dobrej Nowiny.

Oczywiście za czasów Jana chrzest miał zupełnie inny charakter niż dziś. Jan Chrzciciel nawoływał do czegoś innego od praktykowanego w całym Izraelu rytualnego oczyszczenia. Rytualne oczyszczenie polegało na obmyciu się z wszelkiego skalania nieczystością. Był to dość powszechny zwyczaj, mający raczej charakter pokazowego obrzędu niż gorliwego przyznania się do winy i wzbudzenia żalu. Typowym faryzejskim praktykom Jan przeciwstawiał wewnętrzną czystość. Pustelnik nawoływał do zmiany moralnej, zawrócenia z drogi zła. Mogło się to dokonać przez całkowite wyznanie grzechów i zanurzenie w brudnych wodach Jordanu. Jezus, mimo niewinności również stanął w pokutnej kolejce do Jana Chrzciciela. Poprzez przyjęcie chrztu zrównał się z wszystkimi ludźmi, aby wypełniła się tradycja i wola Boża. Dzięki tej pokornej, przełomowej, a przede wszystkim dojrzałej decyzji w Jezusie człowieku objawiła się boskość, w charakterystycznych znakach.

Po wyjściu z wody otwiera się nad Nim niebo – objawia się potężna Boża moc potwierdzająca sakrament. Niemożliwa do przekroczenia granica między światem ziemskim a niebieskim zostaje zatarta w Bogu-Człowieku. Zstępuje na Jezusa Duch Święty, aby z Nim pozostać. Głos z nieba obwieszcza, że jest On umiłowanym Synem Boga. Pan Bóg nie tylko przyznaje się do ojcostwa, ale chwali się swoim Synem przed całym światem. Św. Marek kładzie nacisk na relacje syn – ojciec, podkreślając, że odpowiedzią Ojca jest posłanie Syna. Niezwykle porusza mnie to konkretne zdanie niosące ze sobą potężny ładunek emocji: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie [Mk 1, 11]. Pan Bóg zrobił wszystko, by umocnić swojego Syna i upewnić Go w decyzji, zanim zaraz uda się na pustynię. Jezus (i nie tylko, także Jan i tłum) po prostu otrzymał namacalny dowód, że zrobił dobrze kierując się natchnieniem.

Dzięki Jezusowi, który od chrztu rozpoczął swoją działalność (pojawia się w Ewangelii św. Marka po raz pierwszy), zanurzenie w wodzie przestało być symbolem, a stało się sakramentem, czyli pięknym gestem Boga wobec ludzi, który schyla się i mówi: Chodź człowieku, jesteś wolny. Jezus uczynił czytelny znak dla świata i wprowadził zupełnie nową jakość. Udoskonalił chrzest głoszony przez Jana, wypełniając słowa proroka. Tą nowością był Duch Święty, a przede wszystkim największa miłość, czyli gest Miłosierdzia Bożego wobec nas.

Wspomnijmy dziś w modlitwie tych, dzięki którym zostaliśmy ochrzczeni, wprowadzeni na drogę zbawienia. Warto być wdzięcznym za łaskę uwolnienia z grzechu. Za łaskę przebaczenia i Miłosierdzia.

FacebookTwitterGoogle+Podziel się