Luty 2016 – podsumowanie miesiąca

Luty okazał się przeciwieństwem stycznia: deszczowa aura, osłabienie, odpływ motywacji. Choć miesiąc rozpoczął się wyśmienicie i wszystko wskazywało na kontynuację dobrej passy, wypadłem z rytmu. Choroba drastycznie ukróciła moje biegowe zapędy. Mimo wszystko, przymusowy postój, a później beznadziejne siłowanie się z ambicjami i wyrzutami sumienia okazały się potrzebne.

Już pierwszego dnia lutego wykonałem przyjemny trening połączony ze spotkaniem Night Runners Ostrów. Wspólne poniedziałkowe bieganie ze znajomymi to wielka przyjemność, którą praktykujemy na ostrowskich Piaskach z powodzeniem już od 3 lat. Także, pierwszego dnia biegało się super. Niestety, na kolejny trening znalazłem motywację dopiero po tygodniu, Jednak, było to najlepsze długie wybieganie zrealizowane od wielu miesięcy, bodajże od października 2015. W słoneczne, niedzielne przedpołudnie razem z Sebastianem zrobiliśmy 26 km dość żwawym tempem. Wiosenna aura sprzyjała osiągnięciu tempa 5:30min/km. Na wycieczkę biegową wybraliśmy, przypominający górską ścieżkę, leśny dukt na Trąbę, dalej drogę przez Latowice do Sieroszewice i przez las na Westrzę. Podbiegliśmy pod klasztor w Sadowiu, a na deser zostawiliśmy sobie ciekawe jak na nizinne okolice, Wzgórza Wysockie. Niewielki grzbiet morenowy składający się z kilku wzniesień stanowi dobre urozmaicenie biegu i jest namiastką gór. Większość ostrowskich biegaczy właśnie tu ma okazję ćwiczyć siłę biegową i realizować niezbędną do biegania po górach, jednostkę treningową jaką są podbiegi. Razem wyszło 376 m przewyższenia. Ładnie, jak na Wielkopolskę. Po raz kolejny plecak Long Trail marki Kalenji zdał egzamin, także nowy bukłak na wodę o pojemności 1L spełnił swoje zadanie. Ten litraż jest dla mnie w pełni wystarczający. Po udanym niedzielnym wybieganiu już zacierałem ręce na myśl o kolejnej takiej wycieczce.

Rytm w pracy znów nie pozwolił mi zdobyć się na poranne treningi. Nie ma więc o czym pisać, z wyjątkiem sobotniego, szybkiego akcentu na Piaskach, kiedy poniosła mnie, dawno nie goszcząca w odtwarzaczu, płyta Pink Floyd – Echoes. Nikt nie powinien przechodzić obojętnie wobec dźwięków, które tego szarego popołudnia idealnie współgrały z zapachem lasu i siwym dymem nachodzącym znad grobli.

Jestem wrażliwy na pogodę, więc druga połowa lutego dobiła mnie mieszanką deszczu, śniegu, błota, mrozu, wiatru – demotywacja totalną szarugą. Po zelżeniu mrozów podstępem zaatakowały mnie rota wirusy. Osłabiony organizm podjął ostatnią próbę wybiegania choroby, ale poniedziałkowe truchtanie na Piaskach (mimo spotkania ze wspaniałymi ludźmi) było raczej oznaką głupoty i formą niepodległościowego zrywu. Wystarczyła godzina, by z jako tako prosperującego człowieka stać się wrakiem własnego cienia. Przez dwa dni jedyny wysiłek jaki byłem w stanie podjąć, to próba wstania z łóżka i przejścia do łazienki, przy asekuracji lotnej. O pracy i jakimkolwiek innym wysiłku nie było mowy. Z biegowego rytmu zostałem wyłączony na dobre i luty spisany na straty przebiegał pod znakiem permanentnego przemęczenia.

Wielokrotnie to właśnie kiepskie warunki za oknem odebrały mi zapał do wznowienia aktywności ruchowej. Na widok siąpiącego na zmianę deszczu ze śniegiem odechciewało się wszystkiego. Jestem już po prostu zmęczony tymi osowiale wiszącymi nad głową ciężkimi chmurami. Łaknę zieleni, słońca i witaminy D3, i mówię to z pełną stanowczością, jako miłośnik mroźnej zimy.

Kichając i smarkając, przez kolejne dni dochodziłem do siebie. Toteż 15 km po dwóch tygodniach nic nie robienia było jak zbawienie, jak powrót do ukochanej; niczym zmartwychwstanie obumarłego ciała. Nawet nie próbujcie sobie wyobrażać, jak wielkie szczęście przepełniało moją duszę, gdy przefrunąłem wzdłuż Limanowskiego i wpadłem na rundkę dookoła zalewu. Tym razem najwłaściwszym gatunkiem muzycznym okazał się jam rock okraszony latynoskim zabarwieniem; dźwięki pochodzące z dwupłytowego wydawnictwa Dave Matthews Band – Live In Rio (2010) sprawiły, że wreszcie, po kilkunastu dniach stagnacji nabrałem rytmu i ochoty do życia. To właśnie podczas trzech ostatnich dni miesiąca dołożyłem 32 km stanowiące 1/3 całego dystansu przebiegniętego w lutym. W porównaniu z 200 km w styczniu nie wygląda to chwalebnie, ale wbrew pozorom skłania do wyciągnięcia dobrych wniosków.

Wśród całego tego rozgardiaszu znalazłem czas, by zająć się organizacją nietypowego w swojej formule półmaratonu – Biegowej Drogi Krzyżowej. 1 Półmaraton Stacja Golgota: Ostrów Wielkopolski – Sadowie odbędzie się 12 marca 2016 r. i będzie wyzwaniem z pogranicza ciała i ducha. Nie dość, że jest to specyficzne, przez co ciekawe wydarzenie, jest to też pierwszy bieg, którego jestem współorganizatorem. Nie sądziłem, że organizacja jakiejkolwiek imprezy sportowej wymaga poświęcenia tak sporej ilości czasu, zajmowania się wieloma sprawami na raz i wybiegania myślami tak daleko naprzód. Teraz widzę, jak długa droga jest od momentu rzucenia pomysłu, do jego sprawnej realizacji. A przecież jestem jedną z wielu osób, które podjęły się stworzenia Półmaratonu Stacja Golgota. O Biegowej Drodze Krzyżowej z Ostrowa Wielkopolskiego do Sadowia przeczytacie tutaj. Modlitwa o dobry debiut organizacyjny wskazana. W najbliższą sobotę wraz z 70-cioma śmiałkami podejmiemy przecież trud motywowany wiarą.

Jesteśmy na półmetku Wielkiego Postu. 40 dni to dobry moment, by coś zmienić, przeorganizować swoje życie zaczynając od najdrobniejszych spraw, a przede wszystkim dobry moment, by zastanowić się nad sobą, i podjąć refleksję, czy to, do czego zmierzamy aby na pewno jest dobre? Czy szukam prawdy? Czy jestem zadowolony ze jakości swojego życia? Musze powiedzieć, że nie do końca. Nadal nie ogarnąłem wielu spraw i trwam w mentalnym bałaganie. Ale jest lepiej. Pochwalę się, że z drugiej strony trwam w kilku małych postanowieniach, które w skali całego miesiąca robią różnicę. Sprawiają, że sukcesywnie po kolei pozbywam się swoich nieuporządkowań. Wszystko za sprawą starań o rozwój, pogłębianie więzi z Bogiem i polepszanie relacji z ludźmi. Jak to wszystko przekłada się na życie codzienne? Zobaczymy po owocach codziennego rachunku sumienia, którego wieczorne wykonywanie powoli wchodzi w krew.

Słowo na kolejny miesiąc

Marzec już w pełni. Mam nadzieję, że pogoda się ustabilizuje, a ewentualnie wahania nie wpłyną na motywację do zmiany chęci w nawyk. Oby nowy miesiąc stał pod hasłem regularność. Jeśli tak jak mnie, towarzyszy Tobie pewnego rodzaju rozkojarzenie i brak sensownie poukładanych priorytetów (tzw. łapanie wielu srok za ogon), niech poniższy cytat duńskiego poety będzie dla nas motywacją na kolejny, oby lepszy miesiąc. Søren Kierkegaard:

Być świętym to chcieć jednej rzeczy.

FacebookTwitterGoogle+Podziel się
  • http://potrzeba-dialogu.blogspot.com D.

    Jak jesteś wrażliwy na pogodę to prawdopodobnie możesz mieć kiedyś problemy z ciśnieniem. Ale nie przejmuj się 😀 nie jesteś sam..