IX Maraton Ostrowski im. M. Jakowczyka 2015

Start na własnej ziemi zawsze należy do miłych akcentów, tym bardziej, gdy trasa wiedzie lasem, po piachu, w deszczu i błocie. Pod koniec czerwca nad zalewem Piaski-Szczygliczka w Ostrowie Wielkopolskim odbyła się 9. edycja jednego z trudniejszych maratonów w Polsce – Maraton Ostrowski im. Marka Jakowczyka. Wymagająca crossowa trasa i deszczowa aura nie odstraszyły śmiałków, ale poddały ich prawdziwej próbie charakteru.

Relacja nie będzie typowa, raczej subiektywna. Nie martwcie się, nie będzie długa, ponieważ wybrałem krótszy wariant imprezy, rozgrywany w ramach Maratonu Ostrowskiego – dystans 21 kilometrów. Tak jak w ubiegłym roku, i tym razem nie czułem się przygotowany, by porywać się na 6 wymagających okrążeń, poprowadzonych zresztą bardzo ciekawie.

Maraton Ostrowski jest typowym biegiem crossowym, którego trasa kilka razy okrąża malowniczy Zalew Piaski-Szczygliczka. Częściowo biegnie kostką, asfaltem, ale w większości leśnymi duktami, po ziemi, trawie i w piachu. Kompleks Rekreacyjno-Sportowy doskonale znają biegacze ostrowskiej grupy Night Runners, gdyż co poniedziałek truchtamy właśnie na Piaskach. Na pamięć znamy każdy korzeń, zakręt i profil trasy, więc w dniu startu nic nie mogło nas zaskoczyć, poza pogodą. Kiedy w niedzielę, wcześnie rano obudził mnie stukający o parapet deszcz, permanentnie siąpiący z szarych gęstych chmur, wiedziałem, że czeka nas mokra zabawa w błocie.

Na starcie międzynarodowego maratonu i półmaratonu przełajowego stawiło się ponad 200 biegaczy (także z Francji i Czech). Niektórzy wybrali dystans królewski, a niektórzy, tak jak ja, chcieli zmierzyć się na dystansie półmaratonu. Wystartowaliśmy wszyscy razem i od razu pognaliśmy w las, dokąd ciągnie zew natury.

Zacząłem za szybko. Poniosły mnie emocje i bardzo wyluzowany nastrój wynikający z pewnej przypadkowości startu. Solidne, regularne bieganie zakończyłem w kwietniu, po Orlen Warsaw Marathon. Od tego czasu swojego biegania nie mogę nazwać trenowaniem. Dodatkowo, do ostatniej chwili nie wiedziałem, czy wezmę udział. Także 3. Nocny Wrocław Półmaraton zaliczony tydzień temu, pobiegłem bez przygotowania, ale na maksa, więc w Ostrowie nie nastawiałem się na życiówkę i super wynik. Biegłem towarzysko, jednak emocje i niekontrolowana wola walki uaktywniająca się u mnie tuż po wystrzale startera, wzięły górę. Zupełnie niepotrzebnie.

IX Maraton Ostrowski 2015 fot. L. Ziółkowska

IX Maraton Ostrowski 2015 fot. L. Ziółkowska

IX Maraton Ostrowski 2015 fot. L. Ziółkowska

IX Maraton Ostrowski 2015 fot. L. Ziółkowska

Na początek parę oczywistych wniosków na przyszłość. Nie da się dobrze pobiec w terenie w butach szosowych z dużą amortyzacją. Grzebnąłem w mokrym piasku, tracąc wybicie i przyczepność. Bez głębokiego bieżnika nie ma zabawy w lesie. Zupełnie zapomniałem też, że przez deszcz całkiem mokra koszulka obciera sutki (plastry!) Pomijając temat sprzętu i niedopracowanej playlisty, ewidentnie, to nie był mój dzień, lecz nie ma się co usprawiedliwiać. Gdy kolejny raz zdecyduję się stanąć na starcie biegu, a z wielu przyczyn prędko tego nie zrobię, będę przygotowany.

Sam Maraton Ostrowski został przygotowany profesjonalnie. Na ogromne brawa zasługują organizatorzy imprezy, czyli Klub Sportowy Maraton Ostrów, którzy nieprzerwanie od dziewięciu lat tworzą świetny przełajowy bieg z tradycjami, wchodzący w cykl rywalizacji Grand Prix Ostrowa. Kiepska aura nie przeszkodziła w zorganizowaniu biura zawodów, czy depozytu. Pakiety odebraliśmy bardzo sprawnie. Dobre oznakowanie trasy pozwalało śmigać intuicyjnie i nie martwić się o możliwość zgubienia szlaku, przede wszystkim osobom przyjezdnym. Niezła oprawa artystyczna, doping spikera na mecie, fotografowie – wszystko to nakręcało. Serdeczne podziękowania należą się także wolontariuszom podającym napoje, pokazującym kierunek biegu, oraz licznie zgromadzonym kibicom, moknącym, ale dzielnie wspierającym biegaczy. Po jakimś czasie deszcz na szczęście ustał.

IX Maraton Ostrowski 2015 fot. L. Ziółkowska

IX Maraton Ostrowski 2015 fot. L. Ziółkowska

Sądziłem, błędnie, że po 7 kilometrach (długość jednej pętli) w końcu się rozkręcę – odnajdę swoje tempo, ureguluję oddech. Przecież już znam to uczucie, gdy człowiek po prostu leci. Jednak na drugim okrążeniu nadal nie byłem sobą. Szczególnie uciążliwe stawały się odcinki samotnego biegu, gdzie zostając w lesie tylko z własnymi myślami, byłem o krok od odpuszczenia. Nieistotne, że wiem, iż za żadne skarby świata nie mogę się zatrzymać, bo to oznacza nie tylko nieukończenie biegu, ale pozwolenie sobie na pierwszą słabość, zaproszenie porażki, metaforyczne otworzenie drzwi i wpuszczenie złych duchów do środka. Szczerze, w niedzielę na Piaskach byłem o krok od zrezygnowania. Dopadł mnie totalny spadek motywacji. Drogi czytelniku, jeśli się znamy, to nie dostrzegłeś tego po mnie. Biegłem dalej. W połowie dystansu podjąłem decyzję, że poza lipcową Wielką Pętlą Izerską (must have), ostrowską imprezą kończę na jakiś czas starty w zawodach. Na razie mam dość mierzenia czasów, szukania się na listach, dosyć medali, ale ten ostatni jest szczególnie cenny. Okupiony psychicznym starciem. Ostrowski Półmaraton to dla mnie synonim prawdziwej walki i sportowej modlitwy, próba odzyskania wolności. Symboliczna ucieczka do lasu.

Szosa zwalnia z myślenia, tylko biegniesz. Przełaje każą mieć się na baczności. Starannie układać krok, patrzeć na to, co wyczyniają twoje nogi, na jakie korzenie kładą akcenty. Cross to przyjemny taniec na naturalnym parkiecie. Musisz myśleć na zapas, być o krok przed sobą, w górach o dwa, i po prostu lecieć, współpracując z przyrodą. Wiem, że daleko mi jeszcze do symbiozy, ale Ostrowski Maraton pozwala chociaż trochę zlepić się z naturą będącą twoim sprzymierzeńcem.

Z reguły unikam biegów z powtarzającymi się pętlami, ale w tym przypadku nie sposób się nudzić. Zmienność podłoża (90% naturalnego), wiele zakrętów, parę hopków czynią z tego wyścigu mini rajd. Gałęzie smagają ramiona, a trwa przy plaży czule łaskocze utytłane w błocie nogi. I jest zabawa.

Sznur biegaczy na IX Maratonie Ostrowskim 2015 fot. M. Giełda

Sznur biegaczy na IX Maratonie Ostrowskim 2015 fot. M. Giełda

IX Maraton Ostrowski 2015 fot. M Giełda

IX Maraton Ostrowski 2015 fot. M Giełda

Długa prosta nad bulwarem okazała się naprawdę długa. Niby znana prosta, ale mętlik w głowie na całej długości. Chęć wyplucia płuc. Niektórzy tym tempem wychodzą po bułki, ja wychodziłem z ciała. No cóż, czas się kiedyś naprawdę solidnie przygotować. Bardzo dziękuję Mateuszowi za nieformalną rywalizację, miałem cię już na widelcu, ale pokazałeś silniejsza wolę walki. Z dużym trudem na metę wpadłem jako 30-ta osoba na 91. 7/17. miejsce w kategorii uważam za całkiem udane. Nie zazdrościłem tym, którzy mieli przed sobą jeszcze połowę trasy.

Ten akapit będzie obfitował w mało motywującą prozę życia, więc możesz go przeskoczyć. Praktycznie przez całe 21 kilometrów próbowałem przełamać trudną do zdefiniowania niemoc. Czułem, jakbym biegł w zwolnionym tempie, za wszelką cenę próbując coś doścignąć, tylko co? Brzuch zastrajkował. Zawtórowała kolka. Nafaszerowałem się izotonikiem, po którym miałem ochotę… Brak wolnej głowy, a tym bardziej sił, by walczyć na całego. Pewnie wyglądałem jak zgięty w pół banan (kolor koszulki by się zgadzał). O trudnym dniu niech świadczy fakt, że irytowała mnie muzyka, a to naprawdę już źle. Mimo przeciwności losu i ogólnego mentalnego bajzlu, linię mety osiągnąłem z czasem 01:42:57 – o 4 s. lepiej w stosunku do ubiegłego roku. Tylko i aż 4 sekundy. To zabawne, jak 4 sekundy potrafią zawładnąć naszymi emocjami, zepsuć nastrój lub rozradować, jak szybko można stać się niewolnikiem czasu i ambicji. Słabsza dyspozycja zawsze jest po coś. Tym razem po to, by zrozumieć, że trzeba zrobić przerwę na odzyskanie radości i powrót w swoim czasie. Zresztą, kit z tym czasem.

Na mecie IX Maratonu Ostrowskiego 2015 fot. M. Giełda

Na mecie IX Maratonu Ostrowskiego 2015 fot. M. Giełda

Night Runners na pudle: Ania Źródlewska (2 msc.) i Ania Krawczyk (3 msc.) fot. M. Giełda

Night Runners na pudle: Ania Źródlewska (2 msc.) i Ania Krawczyk (3 msc.) fot. M. Giełda

Seba Gajda - 3. msc. w IX Maratonie Ostrowskim. Fot. M. Giełda

Seba Gajda – 3. msc. w IX Maratonie Ostrowskim. Fot. M. Giełda

Teraz pozytywna puenta. Organizacja na szóstkę. Po biegu uzupełniliśmy kalorię pysznym makaronem i drożdżówką. Niektórzy postanowili celebrować zwycięstwo złotym trunkiem, i słusznie. Najlepszym w niepisanej klasyfikacji Night Runners na dystansie półmaratonu okazał się Arek. Gratuluję obu Aniom za zajęcie 2. i 3. miejsca w półmaratonie w kategorii wiekowej i Sebastianowi, który w swojej kategorii na dystansie królewskim był 3. Widać, że Night Runners Ostrów rosną w siłę. Wszystkim gratuluję życiówek w tym bardzo trudnym biegu. Podsumowując, jeśli szukacie fajnej imprezy terenowej, zachęcam do udziału za rok, w jubileuszowym X Maratonie Ostrowskim.

Share

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o