Niczyja

Lubię książki na faktach, ponieważ wiem, że opisywane na ich kartach wydarzenia naprawdę miały miejsce. Kiedy ktoś daje świadectwo, musi być autentyczny. Ta historia jest autentyczna i stanowi świadectwo miłości Boga do człowieka ponad wszystko. Po lekturze Niczyjej po raz kolejny uświadamiam sobie i stwierdzam – moje życie jest naprawdę dobre.

Ponoć porównywanie się nie jest korzystne, ale jeśli ma pomóc w zdobyciu odpowiedniej perspektywy, to na chwilę warto spojrzeć na życie innych; choćby po to, by docenić to, co się ma. W książce, którą otrzymałem opisana jest historia niezwykłej dziewczyny. Co więcej, znam tę dziewczynę, ale nie na tyle dobrze, by domyślać się przez co przeszła. Dopiero lektura niedawno wydanej książki ukazała mi mało kolorowe dzieciństwo autorki i burzliwy okres dojrzewania. Nie przypuszczałbym, że M. posiada aż tak spory bagaż doświadczeń. Gdy porównuję jej mało bajeczne życie z moim życiem, i nawet jeśli to dwie zupełnie inne bajki, to historia ta budzi moje sumienie i zabrania narzekać. Bo niby na co?

Autorka, jak sama stwierdza, miała życie spisane na straty. Jako dziecko łaknące miłości, zostaje oddana do adopcji. Później jako nastolatka i dojrzała kobieta szuka bezpieczeństwa i wielokrotnie błądzi trafiając nie tam, gdzie trzeba. Pojawiają się problemy w relacjach z rodzicami, alkohol i narkotyki. W końcu depresja i próby samobójcze. Wielokrotnie zranione serce, lęk, nieufność do ludzi. Seria nieszczęść jedno po drugim odbiera jej sens życia i nadzieję na zmiany. Jak się okazuje, trudna sytuacja tak naprawdę jest początkiem wyboistej drogi do Boga.

Drugim atutem Niczyjej jest żywe, bo nie wyssane z palca, świadectwo płynące z każdej kolejnej strony. Wielokrotnie pojawia się odniesienie do Boga, ale słowo nawrócenie nie jest nadużywane, ani wyolbrzymiane w sposób dewocyjny. Nie jest też wyświechtanym banałem, lecz poparte prawdziwą potrzebą wyrwania się z grzechu i emocjonalnego zniewolenia. To nie tak, że nagle pojawia się olśnienie i wraz z wylaniem łaski M. zaczyna nowe piękne życie. Nawracanie to proces bez finału. Jest niczym woda cierpliwie drążąca w skale i krusząca skamieniałe serce. Upadek, powstanie, radość, upadek. Albo po jezuicku: seria strapień i pocieszeń. Sinusoidalna droga do Boga to główny motyw Niczyjej.

Nie mam doświadczenia z tego typu literaturą i nie wiem, pośród jakich książek ją umiejscowić. Jeśli szukać by podtytułu dla Niczyjej, to posłużę się słowem szczerość. Jestem pod wrażeniem sposobu, w jaki dochodziła do szczęścia. Zadaję sobie pytanie: czy Bóg dopuszcza trudne sytuacje i doprowadza do absolutnych granic, aby wyrwać nas z niewoli, uczynić silniejszymi; dziedzicami z woli Bożej? Z historii życia dziewczyny odczytuję nadzieję, że tak jest; że z każdej historii Bóg wyprowadzi na końcu dobro. Wszystko ma swój cel. Jeśli pod wpływem lektury Niczyjej zechcesz poznać jej autorkę, istnieje taka możliwość. Wiem, że jest gotowa, aby przyjechać do twojego miasta lub parafii i wygłosić osobiste świadectwo nawrócenia. Może być to dopowiedzenie historii, bo teraźniejsze życie tej, już dojrzałej, pięknej kobiety jest dziś niezwykle inspirujące. Myślę, że warto ją poznać.

Książkę czyta się szybko. Przemawia za nią również naturalny, odważny język. Brawa dla katolickiego wydawnictwa, które nie ingerowało w stylistykę. Historia kończy się nietypowo. Na końcu książki spisane są rozważania różańcowe. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że to właśnie dzięki różańcowi i zrozumieniu jego tajemnic, w życiu M. nastąpił przełom. Jak wielką moc ma modlitwa różańcem wie ten, kto w medytacji nad dziejami Jezusa i Maryi znalazł odniesienia do własnego życia. Autorskie rozważania są adekwatne do problemów, z którymi mierzą się dziś młodzi ludzie. To propozycja do osobistych poszukiwań i być może pomoc w wartościowej modlitwie.

Niczyja to książka zarówno dla ludzi oddalonych od miłości, jak i żyjących prawdą na co dzień. Jej historia może być bliska błądzącym i poszukującym prawdy i radości życia. To także książka adresowana dla wszystkich, którzy są blisko Boga, ale czują potrzebę wzmocnienia wiary przez przykład. Nic tak nie wzmacnia człowieka, jak drugi człowiek.

Osobiście, czuję się poruszony, a przede wszystkim umocniony. Nie tylko dlatego, że nawracanie to temat bliski również mnie. W moim stosie lektur o ciężkim teologicznym ładunku, pojawiła się niepozorna Niczyja i objawiła Boże miłosierdzie równie silnie, co Dzienniczek św. Faustyny, towarzyszący mi od wielu miesięcy. Niczyja to najprostsza z możliwych nadzieja na miłość.

niczyja


Niczyja – M. N. Woźniak
Ośrodek Odnowy w Duchu Świętym
Rok 2015

FacebookTwitterGoogle+Podziel się