1 Półmaraton Górski Jedlina-Zdrój 2014

Malownicza, trudna, ale bardzo ciekawa trasa 1. edycji Półmaratonu Górskiego Jedlina-Zdrój. Mamy kolejny fantastyczny Bieg Szlakiem Uzdrowiskowym w Sudetach. Brawa dla organizatorów.

Po raz pierwszy o biegu w Jedlinie-Zdroju usłyszałem na początku roku. Publikowane informacje o kolejnych sponsorach i nagrodach, a także o trasie, którą okrzyknięto najpiękniejszą w polskich górach sprawiły, że z decyzją nie czekałem do ostatniej chwili. Najwyraźniej pozytywny szum wokół półmaratonu odbił się szerokim echem po Dolnym Śląsku i całej Polsce, ponieważ pierwsza edycja zgromadziła 500 biegaczy z najdalszych zakątków kraju. Cieszę się, że 25 maja 2014 roku mogłem być jednym z uczestników historycznego 1 Półmaratonu Górskiego Jedlina-Zdrój (reaktywowanego po latach). Czytam kolejne komentarze zadowolonych, wręcz zachwyconych biegaczy i tylko utwierdzam się w przekonaniu, że był to jeden z najlepszych biegów górskich, w jakich wziąłem udział. Jestem przekonany, że biegający włodarze i organizatorzy na czele z Grzegorzem Kalinowskim z klubu TeMMPo Wałbrzych nie spoczną na laurach. Dziś stworzyli imprezę mającą wielkie szanse na stałe zagościć w górskim kalendarzu biegowym.

Do Jedliny przyjechaliśmy w sobotę wieczorem. Urokliwa, mała miejscowość uzdrowiskowa leżąca niedaleko Wałbrzycha, przywitała nas spokojem i siąpiącym deszczem. Zakwaterowaliśmy się w ponad stuletnim Pensjonacie Śnieżynka, który przed wojną pełnił funkcję domu sanatoryjnego dla gruźlików, non stop leżących w łóżkach. – Stąd tak nisko osadzone okna – wytłumaczyła miła pani gospodarz, mieszkanka Jedliny od urodzenia. Kilkanaście lat wcześniej przyjmowała jeszcze kolonie. Ciężko było opanować całą zgraję dzieciaków, więc sygnał na posiłki dawała dzwonem marynarskim, do dziś wiszącym w korytarzu (oczywiście został wypróbowany). Przed domem rośnie zabytkowa imponująca limba-sosna. Jeśli ktoś nie ma kosmicznych wymagań, polecam schludny Pensjonat Śnieżynka w Jedlinie-Zdroju. Po zakwaterowaniu i poczynieniu zakupów, udaliśmy się na kompleks sportowy po odbiór pakietów; przebiegł bardzo sprawnie. Każdy z uczestników znalazł w lnianej torbie latarkę czołową, mapę okolic oraz talon na posiłek regeneracyjny. Okoliczne góry otulające miejscowość i zadbane uliczki oraz parki cieszyły oko i zbijały adrenalinę, lecz wiedziałem, że prawdziwe emocje przyjdą jutro. Deszczowa aura i mgły tajemniczo okalały wyrastające dokoła wzniesienia. Zrobiliśmy jeszcze wycieczkę do pałacu oraz reaktywowanego niedawno Browaru Jedlinka, gdzie podano nam naprawdę pyszne, domowej roboty piwo, przygotowywane na oczach gawiedzi. Możliwość zobaczenia przez szybę pracującego przy kadziach piwowara to tutaj dodatkowa atrakcja. Rzemieślniczy trunek był naprawdę pyszny, druga szklanka również… Basta. Przecież nie mogliśmy popłynąć…

Trasa 1 Półmaratonu Górskiego Jedlina-Zdrój 2014

Trasa 1 Półmaratonu Górskiego Jedlina-Zdrój 2014

Ostatnie tygodnie przed startem? Na tyle, ile mogłem, cierpliwie przygotowywałem się do połówki, biegając po okolicznych ostrowskich i ostrzeszowskich wzniesieniach (Kobyla Góra, Mikstat, Wysocko), a także trochę w Górach Izerskich. Szału nie było, ale na pewno czułem się lepiej przygotowany niż rok wcześniej przed Wielką Pętlą Izerską. Co jakiś czas oglądałem zdjęcia z zapowiedzianej trasy Biegu Szlakiem Uzdrowiskowym i nakręcałem wyobraźnię. Po dzisiejszym biegu, siedząc już w domu, patrząc na zmasakrowane od błota buty i spisując wspomnienia uśmiecham się jak głupi, i stwierdzam: trasa 1. Półmaratonu Górskiego Jedlina-Zdrój ulokowanego w Sudetach Środkowych była bajeczna i szalenie ekscytująca. Teren i krajobraz pracował na każdym kilometrze, tak samo jak nogi, głowa i serce rwące się do przeżycia przygody.

O 7 rano obudziły mnie promienie słońca, śmiało wiszącego na błękitnym niebie. Wyżowa aura zapowiadała gorący dzień. Na śniadanie klasyczny zestaw: bułka z Nutellą, banan i yerba mate. Dużo energii do walki.

Trasa prowadziła przez pasmo Gór Wałbrzyskich, a dokładniej najbardziej urokliwymi występami Gór Czarnych, w kierunku nieczynnego kamieniołomu. Zanim jednak tam się dostaliśmy, stanęło przed nami niebagatelne wyzwanie – przebiegnięcie najdłuższego tunelu kolejowego w Polsce (pod Masywem Małego Wołowca 720 m n.p.m.). Imponującą długość 1601 metrów pokonywaliśmy gęsiego, podświetlając ubity tłuczeń czołówką, którą każdy uczestnik otrzymał w pakiecie startowym, ale nie każdy wziął, więc biegacze próbowali kooperować na różne sposoby. Tunel położony na głębokości 181 m ma dwie nawy wydrążone w latach 1876-1912. Jedna służy pociągom na trasie Wałbrzych-Kłodzko, a drugą, podświetloną w kilku miejscach, po raz pierwszy udostępniono zawodnikom. Echo tupotu setek par butów, ciemno, chłodne ukojenie, rzucane półsłówka i wyczuwana u wszystkich doza niepewności. Trzeba było zachować czujność i po prostu wierzyć, że kiedyś jasność rozproszy tę dłużącą się ciemność. W końcu, u wylotu zamigotało światełko, ale nie oznaczało ono naszego końca. Wręcz przeciwnie – dopiero początek zabawy. Po opuszczeniu tunelu szereg atrakcji: błotko, punkt wodny, sztuczna para i podniosły muzyczny motyw z Gwiezdnych Wojen…! Wyobraźnia pozytywnie postrzelonych organizatorów miała nas jeszcze nie raz zaskoczyć.

Najdłuższy tunel kolejowy w Polsce pod masywem Małego Wołowca (1601 metrów) fot. www.biegajwjedlinie.pl

Najdłuższy tunel kolejowy w Polsce pod masywem Małego Wołowca (1601 metrów) fot. www.biegajwjedlinie.pl

Daleko jeszcze?

Daleko jeszcze?

Kolejne kilometry trasy wytyczono leśnymi drogami, momentami podmokłymi, prowadząc nas zboczem nieczynnego kamieniołomu. Ciągły podbieg. Przed kamieniołomem zrobił się chwilowy zator, ponieważ pod górę prowadziła jedna wąska kamienista ścieżka. Większość ludzi więc uskuteczniała marsz wspinaczkowy. Z niemałym trudem osiągnęliśmy kulminację. 9. kilometr stanowił okazję do uspokojenia tętna. Po prostu frunąłem ocienionym szlakiem, łykałem dystans i cieszyłem oczy panoramą Karkonoszy, w tym odległej Śnieżki. No i moja zasada – żadnej muzyki na biegach górskich, czy przełajowych. Muzyka na górskich to wg mnie profanacja obcowania z przyrodą, lekceważenie terenu. Nic tak nie cieszy, jak chwila sam na sam z naturą i własnymi myślami, bez zbędnych szumów i zakłóceń. Pełna symbioza umysłu gotowego na wyzwanie, chwilami rozmarzonego, częściej stymulowanego do zachowania czujności; gotowego na najbliższe potknięcie, skoncentrowanego na przerzucaniu ciężaru i zachowaniu balansu, nastawionego na kolejny podbieg. Biegowy trans wybijany podeszwą. W ogóle był to pierwszy bieg, gdzie wszystko naprawdę szło super, zero perturbacji żołądkowych, a lekkie kłucie ścięgna Achillesa, odczuwane od dwóch dni, którego obawiałem się najbardziej, przeszło jeszcze przed tunelem. Adrenalina zabija ból i uwalnia energię. Uczucie parowania, mokra koszulka klejąca się do ciała i kolejny sus.

Podbieg pod nieczynny kamieniołom. Fot. www.fotomaraton.pl

Podbieg pod nieczynny kamieniołom. Fot. www.fotomaraton.pl

Dość sprawnie, bez zatrzymywania, pokonałem kolejne turystyczne punkty: Kozią Przełęcz, Przeł. pod Borową, Rozdroże pod Borową i Rozdroże Ptasie. Większość trasy tego odcinka półmaratonu prowadziła przez Park Krajobrazowy Sudetów Wałbrzyskich, wokół najwyższego szczytu Gór Wałbrzyskich – Góry Borowa (854 m n.p.m.).

Przyszedł wreszcie czas na karkołomny zbieg, ciągnący się prawie 4 km. Trochę nauczyłem się od poprzedniego razu i zagrało znacznie płynniej, czyli jednym słowem oddaliłem uprzedzenia i dawałem ostro w dół, na ugiętych kolanach. Ekstra jazda bez trzymanki. Wyprzedzałem chyba w przypływie radości, albo radowało mnie wyprzedzane. Jedno z dwóch. W końcu, po długim absorbującym mięśnie czworogłowe zbiegu, trakt znów poprowadził pod górę. Szarża ustąpiła miejsca podchodom. Większość uczestników przechodziła do marszu, ja również, ale starałem się zachować jakiekolwiek pozory biegu, a przynajmniej nie narażać zbytnio sumienia na szwank. Podczas intensywnego marszu, który w sumie trochę przypominał trucht, no… może markowane chodziarstwo, nikt mnie nie minął. Uznałem, że trasa jest naprawdę wymagająca, skoro deniwelacja rzędu 400 m na większości wymusza zwalnianie. Odczuwałem już duże zmęczenie. Obrałem taktykę, że pod górkę truchtam świńsko, ale z górki naparzam, ile fabryka dała, ile wytrzyma głowa. Generalnie chodziło o nie przekraczanie tętna (to był mój pierwszy bieg z pulsometrem i kontrolą uderzeń). W nocy przyśniło mi się, że fajnie byłoby zmieścić się w dwóch godzinach, ale w starciu z rzeczywistością bajki odłożyłem na późniejsze sezony i skupiłem się na destylowaniu czystej przyjemności ze zmęczenia; uskutecznianiu zaprogramowanego, destruktywnego napierania i dalszym czerpaniu ekstazy z ruchu. Nie było łatwo…

Nieustannie po górę (fot. www.fotoportal.pl)

Nieustannie po górę (fot. www.fotoportal.com.pl)

Gnaliśmy przez Park Krajobrazowy Sudetów Wałbrzyskich. Odsłaniające się raz po raz się między drzewami panoramy oferowały piękne widoki. Pamiętam, że goniłem parkę z koszulkami Los Bieganejros (dzięki za fajne tempo). Na własne życzenie kompletnie pozbawiony czasowego odnośnika, zbiegi pokonywałem w tempie zadziwiającym samego siebie. W pewnym momencie, przy wyprzedzeniu kolejnej ofiary, którą miałem na oku od kilkunastu ładnych minut, przestraszyłem się nawet, że nie utrzymam ciągłej koncentracji podczas lotu, a czułem, jakby lewitował metr nad ziemią. Ach, biegło się nieziemsko! Wlecieliśmy w gęstszy las. Po drodze pojawiło się kilka nieźle obłoconych skarp, które trzeba było po prostu pokonać głową – przednia zabawa! W miarę zbliżania się do Pałacu Jedlinka las ustępował otwartym nasłonecznionym przestrzeniom, a mięśnie krzyczały coraz głośniej: Dość!

Słonecznym traktem do miasta (fot. www.fotoportal.com.pl)

Słonecznym traktem do miasta (fot. www.fotoportal.com.pl)

Nie jest tak źle...

Nie jest tak źle…

Przed Pałacem w Jedlinie panowała prawdziwa feta. Z rękoma rozstawionymi niczym płaty samolotu Czerwonego Barona, którego replika stoi na dziedzińcu, przeleciałem obok spikera wykrzykującego: Night Runners Ostrów! Na 17. km właśnie to niewątpliwie dodało mi skrzydeł. Złapałem jeszcze izotonik i pofrunąłem dalej. Czekały mnie dwa lub trzy podbiegi na deser. Fragment trasy od pałacu, przez Dom Zdrojowy i Pijalnię Wód Mineralnych, do stadionu był odsłonięty i grzało niemiłosiernie. Na punktach z wodą brałem łapczywie dwa kubki: jeden do ust, a drugi do polania głowy i chustki. Lekki wiaterek nie robił różnicy. Niechybnie zbliżające się oznaki znużenia. Na ostatnim odsłoniętym fragmencie przed miasteczkiem obróciłem się i zobaczyłem rozciągnięty wężyk dzielnie walczących z podbiegiem biegaczy. Wszyscy w tym stanie, ale prawdziwi wojownicy zmierzający po zwycięstwo. Zostały jeszcze dwa podbiegi między domami i ulica nad stadionem, z której roztaczał się widok na metę i tłum kibiców. Jeszcze kilka hopków. Ostatni kilometr przez Centrum Sportów Górskich, następnie kilkanaście schodków w dół i ostry finisz z radością na twarzy. Na teren Kompleksu Sportowo-Rekreacyjnego po pokonaniu 23 kilometrów wpadłem z czasem: 2:11:31

1. Półmaraton Górski Jedlina-Zdrój / Bieg Szlakiem Uzdrowiskowym
Miejsce: 190/500
Czas netto: 02:11:31 / czas brutto: 02:12:50
Kat. M 20: 27 / 50
Kat. M: 184 / 391
www.biegajwjedlinie.pl

Gdy nie jesteś niewolnikiem zegarka, biegnie się komfortowo; bez nastawienia na czas i bez presji. Świetnie celebruje się wolność w otoczeniu gór. Pierwszy w pełni górski bieg dedykuję mojej wspaniałej mamie, bez której nie byłoby tego, co jest – Dziękuję Mamo. Chcę podziękować wolontariuszom (zwłaszcza tym trochę starszym) za ich trud i pracę, którą włożyli, byśmy my-biegacze, mogli w kontrolowanych warunkach cieszyć się swoją górską fanaberią i dać upust sportowej fantazji. Wskazujący drogę, kibicujący, podnoszący na duchu – wszyscy jesteście super. Dziękuję! Kibicie – byliście rewelacyjni! Dzięki za wodę w wiadrach, piszczałki, gorący doping na całej długości trasy. Po takim biegu należało się zimne piwko. Zażyłem też krioterapii w pobliskim, lodowatym potoczku, kojąc trud i zmęczenie nóg. Niestety mój numer nie znalazł się wśród wylosowanych szczęśliwców, a cennych nagród było kilkadziesiąt.

Najszybciej do mety dobiegł Piotr Hercog – Salomon Suunto Team z Pasterki z czasem 1:31:41. Wśród kobiet Danuta Piskorowska – KB Sobótka z Wrocławia z czasem 1:47:50.

Na mecie 1 Półmaratonu Górskiego Jedlina-Zdrój 2014

Na mecie 1 Półmaratonu Górskiego Jedlina-Zdrój 2014

Klasyczna krioterapia.

Klasyczna krioterapia.

Patrzę na ciężki, ceramiczny medal, ręcznie wykonany przez lokalnego artystę, i widzę w nim symbol narodzin nowego świetnego biegu w Sudetach. Wielkość medalu odzwierciedla ogrom pracy włożonej przez organizatorów. Serdecznie polecam start w 2. edycji Półmaratonu Górskiego Jedlina-Zdrój (24 maja 2015).

Epilog. Choć w bieganiu po górach nie chodzi tak naprawdę o życiówki, a o zabawę, to na mecie przypomniało mi się, że wg umowy zawartej poprzedniego wieczoru z szefem Browaru Jedlinka, jeśli będę w pierwsze setce, otrzymam oryginalny dwulitrowy kufel. Do nagrody trochę zabrakło, więc za rok walczę o szkło z browaru, który do tego czasu, mam nadzieję, stanie się równie prestiżowy jak Półmaraton Górski Jedlina-Zdrój.

Edit: Biegacze górscy, którzy spotkają się na XII edycji Biegu Szlakiem Uzdrowiskowym, powalczą o tytuł Najlepszego Górala (Liga Festiwalu Biegów). Półmaraton odniósł też sukces w plebiscycie portalu Biegigorskie.pl otrzymując złotą Kozicę na długim dystansie i za debiut roku oraz Brązową Kozicę w klasyfikacji open. Dodatkowo Półmaraton Górski Jedlina-Zdrój zgarnął szereg wyróżnień w plebiscycie organizowanym przez prestiżowy portal MaratonyPolskie.pl: II miejsce w kat. Biegów Górskich 2014, III miejsce w kat. Biegów Średnich 2014, II miejsce w kat. debiutów 2014, I miejsce w kat. biegów rozegranych na Dolnym Śląsku, etc. Czy może być lepszy powód do odkrycia uroku Sudetów Środkowych i ruszenia na najbardziej widowiskową trasę w Polsce?

Share

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
RafałAnia KorczKlara RadomskaMalgorzata Wrzesinska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Malgorzata Wrzesinska
Gość

Rafale – gratuluję ukończonego biegu i …. przepiękne zdjęcia z Jedliny- Zdrój 🙂
Jestem nimi zachwycona 🙂

Małgosia

Klara Radomska
Gość

nogi po biegu do strumyczka, a parę metrów dalej ktoś zachwyca się łykami „czystej” górskiej wody;P

Ania Korcz
Gość

Oj tam prąd wody wszystko przefiltruje 🙂 Gratuluję wytrwałości w bieganiu i fajnej relacji.