Rekolekcje ignacjańskie, czyli po co milczałem 5 dni

Trochę czasu minęło już od zakończenia moich rekolekcji ignacjańskich, a jeszcze nie mogę w pełni dojść do siebie. Jestem pod ogromnym wrażeniem nie tylko samej metody św. Ignacego, ale przede wszystkim efektów Ćwiczeń Duchowych podjętych w Domu Formacji Duchowej o. jezuitów w Kaliszu. W klasztorze zamknąłem się na 5 dni.

Rekolekcje ignacjańskie – czyli co?

Zacznijmy od warunków, czyli tego co musisz obiecać innym, a w szczególności sobie:

– szczere pragnienie przeżycia Ćwiczeń i dobrowolna decyzja;
– zdolność do obserwowania swoich duchowych poruszeń i mówienie o nich osobie towarzyszącej;
– wyłączenie telefonu komórkowego (sic!);
– skupienie i całkowite milczenie;
– jako taka kondycja psychofizyczna.

Ciężkie? Abstrakcyjne? Niedostosowane do postmodernistycznego lifestyle’u? Niemodne i obciachowe? A może ciekawe, mobilizujące i dające szansę? Postaram się wyjaśnić w dużym skrócie, czym są, cieszące się dużą popularnością i skutecznością, Rekolekcje ignacjańskie, czyli Ćwiczenia Duchowe. Materiałów na ten temat można znaleźć w sieci ogrom. Skondensowałem je w pigułkę.

Ćwiczenia Duchowe to forma rekolekcji (łac. recolligere – zbierać na nowo, powtórnie, po naszemu wziąć się w garść) w milczeniu, prowadząca do spotkania z Bogiem i ze samym sobą. Ich autorem jest założyciel zakonu jezuitów św. Ignacy z Loyoli, który w książeczce Ćwiczenia Duchowe napisanej w XVI w. i zatwierdzonej przez papieża, zawarł w metodyczny i niezwykle konkretny sposób drogę doświadczenia duchowego (tzw. duchowość ignacjańska). ĆD to modlitwa na bazie Słowa Bożego (nawet jednego zdania, słowa) i w całkowitym milczeniu. Polegają na świadomej pracy nad sobą. Porządkują nieuporządkowane aspekty naszego życia, np. rozumienie własnych uczuć. ĆD stwarzają okazję do odkrycia miłości Bożej, spotkania Boga tu i teraz, oraz do lepszego poznania siebie. Oczyszczają, oświecają i jednoczą z Nim, mogąc stać się drogą pogłębionego życia wewnętrznego. To szkoła modlitwy kontemplacyjnej, medytacyjnej, rachunku sumienia. Pomagają rozeznać sytuacje i poprzez analizę podejmować codzienne decyzje. ĆD składają się z 5-dniowego Fundamentu oraz kolejnych Tygodni odprawianych z roczną przerwą. Ogólną zasadą i punktem wyjścia ĆD jest miłe odkrycie, że Bóg mówi w ciszy.

Dlaczego dobrowolnie dałem się zamknąć?

Na fundament ignacjański, czyli pierwszy stopień Ćwiczeń Duchowych wybrałem się z kilku przyczyn. Główny impuls poszedł od młodego jezuity Daniela Wojdy SJ prężnie działającego w mediach społecznościowych (współcześnie nowe media to świetny kanał docierania z ewangelią). Cała moja historia zaczęła się od potrzeby poszukiwań jakości i dobrego wykorzystania czasu spędzanego w internecie. Nie będąc we wspólnocie, większość wiedzy czerpię z internetu, słuchając m.in. audiobooków o. Szustaka, ściągając encykliki, apki z brewiarzem i Modlitwą w drodze, lub czytając blogi, np. Operator-Paramedyk. W listopadzie ubiegłego roku natrafiłem w sieci na jezuitów, a później internetową modlitwę Różaniec 2.0 prowadzoną właśnie przez Daniela (i tak marnotrawiłem czas przed komputerem…). Kilkukrotnie podejmowałem próbę nauczenia się ignacjańskiej modlitwy przedłużonej, ale przed komputerem mój zapał i skupienie bardzo szybko pryskały. Jednocześnie pociągała mnie chęć sprawdzenia się, cisza będąca wyzwaniem (przecież jestem audiofilem i miłośnikiem blues rocka…). Nie wiem dlaczego zainteresowanie Towarzystwem Jezusowym zrodziło się właśnie w Roku Życia Konsekrowanego, ale zaciekawienie tym charyzmatem, a także przejściowy okres w życiu zawodowym pozwoliły mi szybciej podjąć decyzję o wybraniu się na rekolekcje ignacjańskie (formularz zgłoszeniowy wypełniałem chyba z pięć razy, zanim go ostatecznie wysłałem).

Światłocienie

Światłocienie

Pomyślałem, że zamknięcie się w murach klasztornych w całkowitym milczeniu pozwoli mi lepiej usłyszeć siebie. Na co dzień 99% ludzi nie słyszy swojego głosu, w podejmowaniu decyzji rzadko kiedy kieruje się intuicją. Po prostu nie zna swojego wnętrza. Dlaczego? Bo nie jest w stanie. Nasze życie kreowane jest przez innych ludzi. Ulegamy skrajnym emocjom. Jesteśmy zagłuszani bodźcami; zewsząd atakowani przez media. Prawie 24 godziny musimy być czujni, aby nie popełnić błędu i nadążyć, w sumie nie wiadomo za czym. Nieustannie czekamy na informację, by ją przetworzyć i posłać dalej. Odbieramy i nadajemy. Gdy zostajemy sam na sam ze sobą, czujemy się niekomfortowo. Z przykrością muszę stwierdzić, że prócz wody, złożony jestem z: facebook’a, telefonu, mp3, zegarka, maila, używek, książek, głośnych koncertów i bezproduktywnego gadania. Starannie wyselekcjonowany szum informacyjny wpuszczam jednym uchem i wypuszczam drugim, zaśmiecając sobie tym syfem umysł. Choć prawie całkowicie wyeliminowałem telewizor, gdzieś mimochodem natknę się na tanią rozrywkę; i co z tego, że nie znam kontekstu (nie muszę), przecież wszyscy dobrze się bawią… Albo pędzisz, sprawdzasz, krzyczysz i podobasz się komuś, albo nie żyjesz. Smutne, lecz prawdziwe. Pragnąłem odrobiny spokoju.

Przygotowując się do maratonu, prócz treningów fizycznych, chciałem też położyć nacisk na sferę ducha. Tak jak Orlen Warsaw Marathon miał być sprawdzianem ciała, tak rekolekcje ignacjańskie poligonem dla duszy. Miały więc stać się elementem przygotowań, mentalnym eksperymentem i wyzwaniem. Nie wiedziałem przecież, czy w ogóle podołam 5-cio dniowej medytacji w milczeniu, ale byłem ciekaw.

Trzeci powód to rozeznawanie drogi życia. Nie każdy od początku wie, do czego jest stworzony. Nawet po studiach może nie wiedzieć. Czasem trzeba podpowiedzi, albo zatrzymania. Dlatego licząc na rozjaśnienie pewnych kwestii, do Domu Rekolekcyjnego w Kaliszu jechałem z nadzieją rozwiązania powołaniowych dylematów. Jak się później okazało, ten temat zszedł na drugi plan, a sedno problemu leżało zupełnie gdzie indziej. Musiałem jeszcze zmierzyć się z reakcją bliskich i powszechną opinią o rekolekcjach jako o: ucieczce od problemów, wakacjach nawiedzonych dewotów, stereotypowej modzie na ascetyczny i hipsterski urlop w celi, czy hardcorowej fanaberii. Nie, to nie była zajawka. Towarzyszyły mi pewne irracjonalne obawy: po co mi to, kto przyjedzie, będą namawiać do przepisania majątku na zakon (lol), czy modlitwa nie zamieni się w psychologiczną terapię, albo nie daj Boże, chrześcijański coaching (zły podszeptywał straszne głupoty). Nie trąbiłem więc dokoła, a gdzie się wybieram, wiedzieli tylko rodzice.

Mury klasztorne

Mury klasztorne

Pierwszym znakiem, że dobrze zrobiłem było gładkie pozamykanie spraw z pracą i rozwiązanie perypetii w banku (oczywiście nikt nie każe rzucać roboty). Zaopatrzyłem się jeszcze w budzik (zapomnij o smartfonie) i 14 kwietnia pojechałem, rozpoczynając najdziwniejszą, a zarazem bardzo ciekawą przygodę w swoim życiu. Pierwsze co zrobiłem w Kaliszu, to skierowałem kroki do Sanktuarium św. Józefa prosić o zdrowy rozsądek i światło Ducha Świętego, aby owocnie przeżyć ten czas. Zakupiłem zestaw czekolad (przyp. red. Ignacy na szczęście zabrania pościć) i o 18:00 zatrzasnęła się za mną klasztorna furta.

XVI-wieczny klasztor, Dom Formacji Duchowej i Sanktuarium Serca Jezusowego

Ascetyczne, acz schludne warunki i obłe mury XVI-wiecznego pobernardyńskiego klasztoru, w którym obecnie znajduje się kaliski Dom Formacji Duchowej o. jezuitów, pozwoliły mi szybko wniknąć w odpowiedni klimat skupienia.

Domów formacyjnych, gdzie można odbyć rekolekcje metodą św. Ignacego jest w Polsce kilka. Kalisz wybrałem ze względu na dogodny termin, sentyment do tego miasta oraz wcześniejszy kontakt telefoniczny z o. Henrykiem Droździelem SJ. Jak się okazało, był to dobry wybór, choćby ze względu na piękny ogród, w którym podczas spacerów mogłem w ciszy kontemplować naturę i w 100% dać się porwać programowi ćwiczeń. Moich współtowarzyszy doli przybywających z daleka mogła skusić także historia najstarszego miasta w Polsce.

Pierwsze spostrzeżenie: choćbyś bardzo się starał, w normalnym świecie nie jesteś w stanie wypracować tak sprzyjających warunków do medytacji. Prędzej czy później przyjdą rozproszenia z zewnątrz, których działanie można zminimalizować zaszywając się w klasztorze. W odcięciu się od świata pomaga osobom przebywającym w kaliskim Domu Formacji Duchowej cała wspólnota w nim mieszkająca. Wszyscy bracia, ojcowie i osoby świeckie traktują gości tu przebywających jak domowników. Razem z nami modlili się, jedli posiłki i milczeli. Na czas rekolekcji staliśmy się częścią żyjącej jezuickiej wspólnoty, a więc mogliśmy zwrócić się z prośbą o modlitwę, pomoc do prywatnego kierownika duchowego, albo przedostać się przez zakrystię do Sanktuarium Serca Jezusa Miłosiernego, będącego częścią klasztoru i dużym atutem kaliskiego domu rekolekcyjnego, i tam osobiście oddać się rozmowie z Bogiem.

To właśnie w tym mało znanym sanktuarium znajduje się cudowny obraz Jezusa Miłosiernego, namalowany pod dyktando bł. Michała Sopoćko, kierownika duchowego siostry Faustyny. Jemu zawdzięcza klasztorna świątynia miano Sanktuarium Serca Jezusa Miłosiernego, wypełnionego pięknymi rzeźbami i freskami.

Obraz Jezusa Miłosiernego

Obraz Jezusa Miłosiernego

Rozpoczęcie Fundamentu – 5 dni w milczeniu

W pokoju zakwaterowano mnie z Irkiem, rok starszym chłopakiem pochodzącym ze Skierniewic. Pierwsze słowa mojego współlokatora: „O, też nosisz szkaplerz!” były zapowiedzią dobrych między nami relacji przez cały pobyt. I faktycznie, nie rozmawialiśmy, prócz jakiś ustaleń półszeptem w sprawie łazienki, czy programu dnia. Obydwaj mogliśmy skupić się na swojej „robocie”. Cisza w pokoju nie była krępująca, wręcz przeciwnie – mobilizująca. Za to świadectwo i postawę, dziękuję Tobie, Irek. Cieszę się, że mogliśmy razem mieszkać.

Ciepłe przyjęcie przez ojca prowadzącego Henryka, napełniło mnie wewnętrznym spokojem. Pierwszą i chyba ostatnią okazją do połowicznego poznania się z innymi śmiałkami była wspólna kolacja przy muzyce poważnej. Posiłki wyglądały bardzo podobnie, tylko zmieniał się podkład i dania, ale jedliśmy w reflektarzu wszyscy razem, o tej samej porze, trzy razy dziennie. Pozostały program dnia wyglądał następująco.

Pobudka o 6:00, rozmyślanie nr 1, śniadanie, konferencja z wprowadzeniem do medytacji, rozmowa z kierownikiem duchowym (jedyna możliwość w ciągu dnia), rozmyślanie nr 2, w południe msza święta w kaplicy, następnie obiad, druga konferencja, czas wolny z rozmyślaniem nr 3, kolacja, konferencja z wprowadzeniem do medytacji na następny dzień, 20:15 adoracja, 21:00 Apel Jasnogórski. Jak widać plan dnia był ściśle ułożony, ale wbrew pozorom nienapięty, bo gdy człowiek zostaje sam na sam z sobą i nie ma się do kogo odezwać, nagle znajduje bardzo dużo czasu na rozmyślanie i odpoczynek, zwłaszcza w kwitnącym ogrodzie. Do modlitwy nastrajała również smętna pogoda. Krople deszczu odbijały się na rzece Prośnie okalającej klasztor, a ciężkie szare chmury wisiały na niebie. Bez żalu więc spacerowałem po korytarzach, przebywałem w oratorium, salach wykładowych i klimatycznej kaplicy.

Kaplica

Kaplica

W tym świadectwie chciałbym jeszcze podzielić się takim prywatnym odkryciem dotyczącym zmysłów i percepcji. Na co dzień nie mamy możliwości przyjmować Komunii Świętej pod obiema postaciami. Niesamowita sprawa, ile czynników wpływa na nasz nastrój, np. intymne adoracje, kameralne Msze.

Po kolacji wyłączyłem telefon, wrzuciłem go na dno plecaka i zamknąłem w szafie. Jak się bawić, to na całego. Jeśli mam zebrać jakiekolwiek owoce z tych rekolekcji, to dam się poprowadzić jak student pierwszego roku, niczym świeżak. Początkowo miałem jeszcze wyrzuty sumienia, że czegoś tam nie załatwiłem, czegoś komuś nie powiedziałem. Trudno – świat się nie zawali. Drugiego dnia zapomniałem o telefonie i zobaczyłem jak lekko jest bez elektronicznych rozpraszaczy. Nic nie musiałem sprawdzać. Wow!

Do sedna. Nie będę opisywał wszystkich moich przeżyć z poszczególnych medytacji, gdyż: po pierwsze musiałbym przepisać cały kajet notatek poczynionych na wykładach, po drugie są to bardzo osobiste refleksje, po trzecie i chyba najważniejsze, rekolekcje ignacjańskie charakteryzują się indywidualnym ich przeżywaniem. O co chodzi?

Funkcjonujemy wspólnie wg jednego programu. Na wykładzie otrzymujemy dokładnie ten sam fragment z Pisma Świętego do medytacji. Mijamy się na korytarzach klasztornych, spacerujemy tymi samymi alejkami, spoglądając na siebie życzliwie, lecz jakby mimochodem. Przebywamy ze sobą. Jednak każdy na swój sposób zmaga się z milczeniem, przeżywa chwile słabości lub radosnych uniesień (chcesz wykrzyczeć naprawdę zaskakujące odkrycie, ale nie możesz – paradoks). Pomimo wspólnoty, jesteś sam, skazany na swoje myśli, na całodobowe przebywanie sam na sam z sobą (dla wielu to udręka). Ten sam fragment z Biblii rozważasz i przeżywasz inaczej niż druga osoba, inaczej przykładasz do swojego życia. Wywołuje on inne wspomnienia, skojarzenia z przeszłości, naświetla inną wagę problemów, czy wskazuje kompletnie różne drogi rozwiązania. I to jest w tym wszystkim najciekawsze – inna perspektywa i wnioski. Rekolekcje ignacjańskie to wspólne i ciche dzielenie samotności.

Długie korytarze sprzyjające rozmyślaniu

Długie korytarze sprzyjające rozmyślaniu

Poruszenia i wnioski

Fundament Ćwiczeń Duchowych skupia się na odkryciu Bożej miłości i spotkaniu z Nim tu i teraz. Usłyszeniu Jego głosu poprzez medytację nad Słowem z Pisma Świętego. Zobaczeniu jak do Ciebie przemawia. Poprzez ludzi stawianych na twojej drodze, znaki, wydarzenia, emocje. Kiedy w totalnej ciszy nie masz już co ze sobą zrobić (bez książek, muzyki, internetu, ludzi) zamykasz oczy, wyobrażasz sobie scenę biblijną, umiejscawiasz się w niej i rozmawiasz o tym, co czujesz, co myślisz o sobie. Możesz wtedy usłyszeć jak Bóg mówi w ciszy. Lekko Cię szturcha, pociesza, twardo potrząsa, wprawia w osłupienie, refleksję, zadziwia, rozbawia. Możesz lepiej dostrzec swoje dzieła, zalety i talenty, wartość. Możesz docenić to, co do tej pory otrzymałeś, zrozumieć otaczających Cię ludzi. Możesz zobaczyć na odwrót – swój egoizm, pychę, niebezpieczne zagłębianie się w siebie. Możesz po prostu pęknąć, rozsypać się. Rozłożyć ręce. Przyznać się do swojej słabości; że sam nie jesteś w stanie się ogarnąć. Do tej pory składałeś się z uprzedzeń, leków, nerwów, barier mentalnych. Żyłeś poblokowany, sfrustrowany, z nieprzebaczeniami. Na pozór prowadziłeś w tym wyścigu szczurów. Czułeś się komfortowo w schematach. Byłeś trendy. Gdy w gronie znajomych temat schodził na wiarę i sferę uczuć, grałeś twardego, ironizując, albo zlękniony nie byłeś w stanie obronić swoich wartości. Gdy dasz sobie szansę uwierzenia, że Bóg mówi do Ciebie w ciszy, możesz otworzyć się. Zrozumieć działanie złych nawyków. Możesz odbudować swoją wartość i tożsamość. Poczuć, że jesteś po coś, jesteś chciany, potrzebny. Pojąć, że jakości życia nie mierzy się ilością wykonanych zadań, zaliczonych imprez, odbytych podróży i zgromadzonych dóbr, tylko okazaną pomocą innym, służeniu drugiemu, radością z sukcesów bliźnich, wzrastaniem. Przestaniesz skupiać się na sobie.

Przez te 5 dni było gdzie spacerować, zachwycać się, kontemplować. W ciszy sklepionych klasztornych korytarzy, krużganków, w małej kaplicy, w otoczeniu ceglanego muru uczucie samotności tylko się pogłębiało, lecz summa summarum oczyszczało. Pod wpływem fragmentów do medytacji łapałem się na tym, że martwię się w życiu o sprawy najbardziej błahe, gdy są naprawdę istotne problemy. Z drugiej strony nawarstwiam problemy, zamiast je zwyczajniej w świecie rozwiązać, pozamykać sprawy. Docierało do mnie, że w swoim egoizmie zamykam się na ludzi, którzy chcą ze mną przebywać. Odmawiam sobie prawo do radości. Mam odwrócone proporcje. Zrozumiałem, że kwestia powołania nie rozwiąże się sama, ale z drugiej strony nie zrobię tego pod presją. Będzie, jak ma być. Nie wiem gdzie zawędruję, ale tam będę, bo tam najwidoczniej chciał mnie Bóg, bym za jakiś czas znalazł się w innym miejscu. Tak proste i logiczne.

Ogród przyklasztorny

Ogród przyklasztorny

Najważniejsze, co do mnie dotarło, to olśniewający fakt, że Bóg przychodzi do każdego z nas indywidualnie, wpada jak chce i kiedy chce. Do mnie przyjdzie w ten sposób, Ciebie poruszy w inny, np. przez męża, żonę, tragedię, zwycięstwo, poprzez sztukę etc. Pojąłem, że Bóg dostosowuje się do naszego poziomu świadomości, pochyla się nad nami. Jednak z pełnym szacunkiem czeka, aż zdecydujemy i pozwolimy na spotkanie. Spotkanie czyli modlitwę.

Klepiąc do tej pory przysłowiowy „pacierz”, kręciłem się wkoło. Rekolekcje ignacjańskie nauczyły mnie właśnie zaangażowanej, przedłużonej modlitwy, której brakowało mi jako budulca relacji z sobą i innymi ludźmi. Niezależnie od efektów i poruszeń podczas rekolekcji, otrzymujesz zestaw konkretnych narzędzi do medytacji, spotkania z Bogiem, do świadomej pracy nad sobą. Taka pogłębiona modlitwa porządkuje dzień, a w konsekwencji życie. Ustala na nowo hierarchię wartości, na pierwszym miejscu stawiając to, co najważniejsze, czyli miłość.

Wszystkie zmiany wiążą się z dotknięciem uczuć i ich rozpoznaniem. Fundament podkreśla, że mamy uczucia, ale nie jesteśmy nimi, a więc możemy oddzielić się od lęku i zacząć działać wolą i rozumem, oczywiście nie przestając się radować, kochać. (O odwróconej zasadzie warunkowania szczęścia, o której wspomina także trener personalny Michał Pasterski, czy Tony Robbins, kiedyś napiszę jeszcze, ale w ujęciu chrześcijańskim). Fundament podkreśla, że poruszamy się w sferze wolności, bez długu wobec Boga, lecz z drugiej strony św. Ignacy daje nam realne wskazówki do umiejętnego rozeznawania decyzji i korzystania z życia w myśl zasady „Tyle o ile” (łac. tantum quantum). Uczy nas znaleźć umiar we wszystkim na przykładach z Pisma Świętego. Przecież to kopalnia wiedzy o człowieku, tak niedoceniana i niezgłębiana.

Ostatnie spostrzeżenia. Świadomość, że porażki to tak naprawdę lekcje na przyszłość. Dopóki porządnie nie nabroimy i nie wyrządzimy komuś zła, dopóty mamy absolutnie święte prawo sobie wybaczać. Błądzić, szukać, przedzierać się, upadać i powstawać – to nasz przywilej. Nie jest to takie oczywiste.

Powiesz: „Ha! Nie mam czasu. Jestem niewierzący. To nie dla mnie”. Wiadomo, nie ma złotego środka i nie chcę Cię przekonywać, ale pozwól, że odpowiem tak. Świat się nie zawali, co jedynie światopogląd. Wraz ze mną na rekolekcjach byli studenci, ludzie dorośli, osoby na emeryturze, a także matka trojga dzieci (bez dzieci, rzecz jasna). Rekolekcje ignacjańskie są drogą nie tylko dla wierzących, ale także dla poszukujących. Dla wierzących są spotkaniem z Panem Bogiem. Dla obojętnych mogą być odkrywaniem sensu życia, a jak wiadomo każdy szuka prawdy. Dla innych filozofią stawiania pytań. Jeszcze dla innych sztuką wyznaczania sobie celów i ich realizacji. Bez obaw.

Epilog

Miałem poruszające medytacje, które doprowadziły mnie do odważnych decyzji. Z Kalisza wróciłem pełen optymizmu i energii, z wielką potrzebą podzielenia się wszystkim, co przeżyłem. Z ochotą nie unikania życia. Opuszczając po pięciu dniach klasztor chciałem wybuchnąć z radości. Zakomunikować pewność siebie. Jak później te owoce dojrzewały i wpłynęły na wynik w maratonie, dowiesz się czytając relację z biegu Orlen Warsaw Marathon. Czas po rekolekcjach był okresem powolnego studzenia zapału, ale także cementowania przekonania o słuszności podjętej decyzji. To, że potrzebowałem dłuższej chwili na spisanie wspomnień i nadal potrzebuję czasu, by na nowo poukładać zdobytą wiedzę i powrócić do praktykowania poznanej medytacji ignacjańskiej, to osobna sprawa. Ważne, że mam narzędzia. I bodaj najważniejsze, my możemy mieć ambicje, plany, marzenia i dobre chęci, ale to Jezus prawdziwie leczy nasze zranienia, i basta.

Wpis się trochę wydłużył. Jeśli dotrwałeś do końca, to znaczy, że jest wartościowy i potrzebny. Dziękuję za zainteresowanie i szczerze – polecam Tobie doświadczenie rekolekcji ignacjańskich na własnej skórze. Będziesz zaskoczony. W ogóle polecam odważne eksperymentowanie i szukanie. Dziękuję też ojcom Henrykowi, Piotrowi i Wojciechowi za umocnienie wiary.

P.S. Jeśli byłeś/aś na rekolekcjach ignacjańskich, napisz komentarz. Będzie mi szczególnie miło, gdy okaże się, że byliśmy na tych samych (Kalisz, 14-19 kwietnia 2015 r.). Z serdecznym pozdrowieniem, Rafał.

 

Share

16
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
8 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
EwaKasiaMagda P.Paulina BlechaczEwa Woźnik Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Janek
Gość

Ja mam tylko doświadczenia z rekolekcjami u Franciszkanów i w Męskiej Stronie Rzeczywistości ale zgodzę się, że czasem po prostu warto wyłączyć się na parę dni z normalnego trybu życia po to, żeby przypomnieć sobie o tym, co najważniejsze.

magda g
Gość
magda g

Zdecydowanie wpis był potrzebny i bardzo wartościowy:)

Mada
Gość
Mada

Byłam. Jakiś czas temu skończyłam. Tyle że nie u jezuitów a u sióstr zawierzanek, gdzie rekolekcje odprawia się w całkowitej samotności, ponieważ nie ma wspólnych konferencji, ani wspólnego czasu rozpoczęcia rekolekcji. Każdy przyjeżdża tak jak mu pasuje, a wszelkie materiały sukcesywnie dostaje nagrane na mp3 od siostry, która jest jego kierownikiem duchowym. Nagrania to rekolekcje ignacjańskie prowadzone przez o.Bronisława Mokrzyckiego SJ (założyciel zawierzanek, prowadził m.in. rekolekcje dla młodych jezuitów). Pokoje tylko jednoosobowe. Każdy mieszka sam i nie wie nawet co dokładnie robią jego współtowarzysze rekolekcji (na którym tygodniu się znajdują i nad czym aktualnie medytują). Tylko człowiek i Bóg (i… Czytaj więcej »

Ewa Woźnik
Gość
Ewa Woźnik

Mada – wybieram się w najbliższym czasie do Zawierzanek, chciałabym porozmawiać z Tobą o odczuciach i w ogóle o przebiegu rekolekcji:)

Paulina Blechacz
Gość
Paulina Blechacz

Natrafilam przypadkowo na ten wpis. Jadę w piątek pierwszy raz do Kalisza na rekolekcje ignacjanskie. Dziękuję za takie ciekawe opisanie przeżyć i samego pobytu. Mam teraz większe wyobrażenie tym. Pozdrawiam serdecznie
Paulina

Paulina Blechacz
Gość
Paulina Blechacz

Oczywiście, zdaje sobie z tego sprawę. Wpis ten był dla mnie przede wszystkim bardzo przydatny z uwagi na opisanie nawet takich spraw czysto organizacyjnyh a do tego świadectwo, które czytałam z wielką ciekawością 🙂 Dziękuję bardzo! I w takim razie również powodzenia oraz owocnego przeżywania tych rekolekcji we wrześniu 🙂

Magda P.
Gość
Magda P.

Rafal, bardzo dziekuje za Twoje swiadectwo oraz artykul! Przepieknie ujales cala esencje ktora ujmuje caly dar rekolekcji Ignacjanskich. Sama juz przezylam wszystkie tygodnie, co nie ktore pare razy, dlatego 10 lat temu zaczelam organizowac dla Polonii w Kanadzie. Wiele razy ludzie sie mnie pytaja – co to sa rekolekcje ignacjanskie. Dlatego bardzo dziekuje ze pieknie to wszystko ujales. Masz talent do pisania z taka lekkoscia i obrazowoscia. Trzymaj tak dalej! Pozdrawiam!

Kasia
Gość
Kasia

To najpiękniejszy tekst o rekolekcjach ignacjańskich, jaki przeczytałam do tej pory…. <3 Ja swoją przygodę z nimi rozpoczęłam ponad 2 lata temu. Za 3 dni jadę do Kalisza – na 1 Tydzień. 🙂 Pozdrawiam i dziękuję za wpis!

Ewa
Gość
Ewa

Przepiekne Swiadectwo !