Styczeń 2016 – podsumowanie miesiąca

Czas na sportowe podsumowania. W pierwszym miesiącu 2016 roku biegowy plan zrealizowałem z nawiązką. Po raz pierwszy przebiegłem 200 km. Styczeń kończę nie tylko z rekordowym kilometrażem; jest pełna moc i optymistyczne prognozy na sezon. Mam nadzieję, że dobrze przepracowana zima już wkrótce zaprocentuje.

Z nowym 2016 rokiem rozpoczynam comiesięczny cykl sportowych podsumowań. Choć biegam od wielu lat, nigdy nie podejmowałem jakichkolwiek prób stworzenia bilansu, traktując swoją biegową fanaberię bardzo spontanicznie. Nie przywiązywałem większej wagi do dzienniczka i liczb. Postanowiłem to zmienić. Mam nadzieję, że obserwacja własnych poczynań pomoże mi ustabilizować formę, usystematyzować i uporządkować treningi oraz nadać kierunek pasji. Najpierw jednak kilka słów o motywach. Jeśli wolisz konkrety, przeskocz akapit.

Uporządkować nieuporządkowania

Bieganie, lub jakakolwiek inna regularnie podejmowana czynność fizyczna, pomaga zapanować nad chaosem życia. Można przewrotnie stwierdzić, że ta forma ruchu jest najpopularniejszą dyscypliną sportową, ponieważ większość społeczeństwa bierze udział w wyścigu szczurów. Prędko i bez refleksji zmierzamy do celu, czując na barkach trudną do zdefiniowania presję społeczną. Albo oglądamy czyjeś plecy, albo tuż za naszymi są zawodnicy bez numerów startowych symbolizujący rozmaite problemy. Czujemy ich oddech. Gdyby popularność tak rozumianego biegania mierzyć za pomocą szeroko rozstawionych widełek, z kondycją ludzi globalnie jest dobrze. Ale, jak doskonale wiemy, ten ruch to nie zdrowie. Kluczem jest zatrzymanie się i zastanowienie nad własną kondycją. Mam na to kilka pomysłów, lecz dziś skupmy się na bieganiu, które nieoczekiwanie stało się moją pasją i trwa już dobrych kilka lat.

Ruch. Nomen omen, biegając zaprzestajemy życiowej gonitwy. Co więcej, mimo poświęconego czasu, poprzez uporządkowanie spraw, znajdujemy tego czasu o wiele więcej niż nam się wydawało. Takich psychologicznych paradoksów działających na naszą korzyść jest dużo. Trąbią o tym wszelkiej maści szkoły rozwoju osobistego. Święcące triumfy w internecie, czasem banalne memy motywacyjne wbrew pozorom mają sens. Pod warunkiem, że zdecydujemy się na pierwszy krok i wytrwamy w postanowieniu.

IMAG3171aa

IMAG3177aa

Robiąc comiesięczne podsumowanie, nie tylko chcę dostrzec progres lub regres formy, ale obserwować także poziom swojej motywacji i ewentualne korzyści płynące z decyzji o regularnym ruchu. Znacznie lepiej dostrzec swój rozwój, gdy spojrzy się na przeszłość z szerszej perspektywy. Masz wtedy kawa na ławę co trzeba poprawić, co dodać, a co zmienić. Uważam, że jest jeszcze jedna, bardzo ważna sfera rozwoju, o której blogerzy rzadko kiedy wspominają. Mianowicie, chodzi o rozwój duchowy; wg mnie kluczowy czynnik wpływający na rozwój fizyczny. Bowiem, co z tego, że potrafimy przebiec maraton łamiąc 3 godziny, kiedy byle zwątpienie, problem w życiu prywatnym, potrafi nas skutecznie złamać, jak my wcześniej łamaliśmy wymarzony czas. Chaos w sferze ducha skutecznie prowadzi do zabicia radości ducha. Niektórzy wiedzą, że jestem wielkim fanem Ćwiczeń Duchownych wg św. Ignacego Loyoli. To właśnie ta szkoła z wielowiekową tradycją pozwala mi stawać się lepszym w wielu dziedzinach. Porządkowanie nieuporządkowań – na tym będę się skupiał i również przemyślenia będą małym elementem moich comiesięcznych sprawozdań. A teraz do rzeczy.

200 km

Styczeń 2016 był przełomowy pod wieloma względami. Po raz pierwszy w swojej amatorskiej karierze biegowej pokonałem 200 km. Dotychczas z reguły kończyło się maksymalnie na stu. Szczerze powiedziawszy, nie miałem tak ambitnych planów i nie do końca wiem, czy spory kilometraż wpłynął korzystnie na formę, ale jedno jest pewne – nie zburzył misternej budowanej konstrukcji. Czuję się dobrze, biegam bez bólu i wciąż na rezerwie, czyli jednym słowem: można. Przede wszystkim nie jestem przemęczony, choć naturalnie bywały ciężkie dni, gdy walczyłem z lenistwem, brakiem sił i motywacji, głównie z powodu deficytu snu. Pamiętaj, limity nakładane na regenerację to zło. Więcej snu i mniej kilometrów jest lepsze od niedosypiania i zajeżdżania się narzuconym planem. Mówię jak jest.

Tryb pracy pozwala mi biegać w o każdej porze dnia, a także w weekendy. Jako typowy Night Runners mam jednak skłonności do odbywania wieczornych treningów. Rano, gdy mam świadomość, że mogę pospać, nie jestem w stanie zwlec się wcześniej z łóżka. Wieczorny jogging to również reset po całym dniu i moment na przemyślenia, posłuchanie dobrej płyty lub modlitwę. Jak przełamywałem kryzysy motywacji? Przy kiepskiej pogodzie, kluczowe dla wyjścia na zewnątrz jest pierwsze 5 minut. Szybkie siorbnięcie yerba mate, wciągnięcie legginsów, ustawienie playlisty i definitywne zamknięcie za sobą drzwi domu. Niedowład chęci przechodzi mniej więcej po stu krokach. Zdarza się, że i już po wyjściu z klatki i pierwszym hauście mroźnego powietrza czuję powrót do żywych. Wraz z szybszym krążeniem krwi i narastającym tempem powraca motywacja i sens.

Czujesz, że tym razem lenistwo weźmie górę? Każdy musi znaleźć swój jedyny, sprawdzający się tylko u niego, obrzęd. Ja wizualizuję sobie uczucie satysfakcji po wysiłku i z pietyzmem sznuruję buty, celebrując nadchodzącą chwilę przyjemności. (Zakładam, że czerpiesz ją z ruchu).

IMAG3136aa

Zima, zima, zima…

Uwielbiam lato, lecz moją najlepszą porą na bieganie jest zima. A gdy mogę truchtać po świeżym białym śniegu, jestem w siódmym niebie. Ku mojej radości, w styczniu było ku temu sporo okazji. Najmilej wspominam długie sobotnie wybieganie, gdy w dniu 28 urodzin wycyrklowałem przyjemne 28 km. Zaczynałem w pełnym słońcu, kończyłem po zmroku – uroki stycznia. Kilkukrotnie obiegałem Zalew Piaski-Szczygliczka, wpadając na korzenno-kamienny cross do lasu i sunąc po idealnie płaskiej tafli, na której biegali także narciarze. Urozmaicony, satysfakcjonujący trening, podczas którego kilka razy pokonałem mini kryzys i pokusy o przedwczesnym skończeniu.

Kocham biegać zimą i zostawiać ślady w miękkim puchu. Ciekawym doświadczeniem był szybki samotny trening na Piaskach po trasie poniedziałkowych spotkań NR. Robiłem kółka, biegnąc po własnonożnie zostawionym śladzie, który z minuty na minutę znikał pod prószącym śniegiem. To był również jeden z tych wieczorów dobrze spożytkowanych na słuchaniu audiobooka o. Szustaka pt. „Projekt Jonasz”. Po drugim okrążeniu dostałem naprawdę duży zastrzyk energii. Słuchałem o wywodach na temat sedna kryzysu męskości, próbując po śladach dogonić siebie z przeszłości, w sensie dosłownym i przenośni.

Ujemna temperatura różnie wpływa na moje samopoczucie. Ogólnie lubię chłód i mróz, ale nie lubię mroźnego wiatru i wilgoci wdzierającej się podstępem pod zwinięty buff. W styczniu niemal do perfekcji opanowałem ubieranie się na cebulkę i dopasowałem idealny strój do pogody. Przy temp. około -15 stopni zwyczajowo ubieram 4 warstwy: t-shirt z wełny merynosów, termoaktywną bluzkę z długim rękawem, bluzę typu polar setka, na wszystko wdziewam lekką kurtkę zakupioną za grosze w jednym z wielkopowierzchniowych marketów sportowych. Jak legginsy w zupełności ochraniają nogi i są wystarczające od jesieni do wiosny, tak zimą z domu nie wychodzę bez rękawiczek. Pal licho kurtkę, ale najdotkliwiej odczuwam marznięcie palców. Oczywiście zawsze jestem w pełnym rynsztunku i zwracam uwagę na ściśle oblegający szyję komin oraz czapkę. Biegam w Asics GT-2000, które służą mi cały Boży rok, zarówno na ulicznym maratonie, jak i w górskiej połówce. Są świetne, bo uniwersalne. Choć naprawdę tak uważam i kocham moje buty za wierność, to wiem, że takie typowo polskie myślenie to igranie z ogniem i od nowego sezonu wybiorę sobie jakieś trailowe rakiety, by sprostać górskim wyzwaniom.

Przyjemnie biega się na mrozie, ale warunkiem jest umiejętne oddychanie. Myślę, że jestem na dobrej drodze do osiągnięcia respiracyjnej perfekcji. Wypracowałem sobie spełniający moje oczekiwania nawyk krótkich wdechów buzią i wydechów przez nos. Nie wiem, czy też tak macie… Mróz mnie napędza. Caramba!

IMAG3175aa

IMAG3172aa

Na początku było słowo START

Wszystko zaczęło się od spokojnie spędzonej, czyli przespanej nocy sylwestrowej (emeryci lepiej się bawią). Dzięki temu miałem siły, by zacząć nowy rok pokonując pierwsze 16 km. Mam nadzieję, że w staropolskim przysłowiu: Jaki Nowy Rok, taki cały rok tkwi ziarenko prawdy. Mocno zmotywowany w styczniu wykonałem 14 treningów, większość po zmroku i na trasie Piaski-Szczygliczka. Były jak randki na mrozie. Tak jak grudzień przebiegany głównie na górkach za Ostrowem Wielkopolskim w towarzystwie Łukasza, tak styczeń upłynął pod znakiem truchtania przez miasto ul. Limanowskiego prowadzącą nad nasz zalew – mekkę ostrowskiego joggingu. Czasem było bardzo szybko, nawet po śniegu. Po roztopach odczułem spadek prędkości. Dopiero ostatnie długie bieganie odbyłem z Sebastianem na trasie w stronę Sadowia. Podczas tego nieformalnego, ale intensywnego półmaratonu terenowego (suma przewyższeń około 360 m) odcięło mi dopływ paliwa. Z powodu kiepskiej diety, wypłukania elektrolitów i braku glikogenu, czułem jak słabną mi nogi, których nie umiałem normalnie stawiać. Czułem, że biegnę pokracznie, powłócząc krzywo nogami drgającymi jak galareta. Krok nie przypominający kroku i zdziwienie, bo góra działała (wydolność super). To nie były skurcze, raczej rodzaj jakiegoś niedowładu. Nigdy coś podobnego mi się nie zdarzyło i z uwagą przyglądał się będę kolejnym takim wybrykom organizmu. Lekcja na przyszłość, choć czuję się idiotycznie karcąc się tak oczywistym wnioskiem – jeść na trasie! Mimo to, ta długa, pełna podbiegów wycieczka stanowiła świetne podsumowanie ofiary całopalnej, wysiłku włożonego w cały styczeń. Pierwszy miesiąc zaliczam do przełomowych, udanych i jak najbardziej na plus. Z nadziejami upatruję wiosny. Mam nadzieję, że dobrze przepracowana zima już wkrótce zaprocentuje.

IMAG3150aa

Wnioski

Niestety, gdzieś w cieniu dobrej zabawy pozostają mniej efektowne, ale bardzo efektywne i żmudne zajęcia. Odpuszczenie ich może zaprowadzić do kontuzji. Rozciąganie po treningu to moja Pięta Achillesowa. Jako wielki orędownik szkoły Skarżyńskiego, od którego książki 8 lat temu zaczynałem przygodę z bieganiem, powinienem się wstydzić i bić w pierś. Z pewnością muszę regularnie wykonywać gimnastykę siłową i nie ma żadnej drogi na skróty.

Wszystko fajnie, ale jest jeszcze jeden problem, który może zaważyć na bieganiu – niekontrolowany spadek masy ciała. Każdy patrzy z własnej perspektywy. Ile bym dał, aby przytyć… Jestem w mniejszości tych, którym trudniej przybrać niż zrzucić kilogramy. Moja aktualna waga to 63 kg, więc do idealnej trochę brakuje. Świetnie byłoby przytyć i nadal biegać, bo z powodu niskiej masy marzenia o ultra mogą się oddalić. Dochodzę dziś do pewnej granicy, za którą zaczynają się problemy z energią. Nie ma z czego biec, więc plan na rok to nie tyle osiągi, co zachowanie zdrowych proporcji. Muszę przejść na dietę i to jest prawdziwe wyzwanie.

Nie mam planu na ten rok. Zdaję się na wolę Najwyższego. Dotychczasowe luźne podejście i spontaniczne treningi nie zaszkodziły, lecz nowe wyzwania wymagają bardziej przemyślanego podejścia. Fakt, chodzą mi po głowie różne imprezy, głównie górskie i dalsze realizowanie BeKSy, czyli Biegowej Korony Sudetów. Plany o debiucie w ultra maratonie wciąż przekładam. Zapisałem się na GWiNT i nie zapłaciłem. To samo z Super Maratonem Gór Stołowych. Mam wrażenie, że nie jestem jeszcze gotowy, lecz nigdy nie będzie sytuacji idealnej.

A na koniec pozytywny wniosek. Przetrwałem gorszy okres właśnie dzięki byciu w ruchu. Jestem przekonany, że dzięki bieganiu pokonuję rodzące się co jakiś czas zwątpienia. Mętlik w głowie niezwiązany ze sportem, ale z bardzo ważną, jeśli nie najważniejszą kwestią w moim życiu, spędza mi sen z powiem. Rozważam pewną sprawę od wielu miesięcy. Bieganie pozwala mi być ponad to, odrywać się od strapień, nabierać dystansu, tworzyć korzystne warunki na zdrowe i rozważne przemyślenia. Bieganie pozwala być cierpliwym; pokonywać słabości i decydować. Brzmi banalnie? Z pewnością w tym roku zatrzęsie się w moim życiu. Wtedy ta odskocznia będzie jak zbawienie.

Słowo na kolejny miesiąc

W każdy nowy miesiąc postanowiłem wchodzić z genialną w prostocie myślą, cytatem. Zaczął się luty. Pomimo wiosennej deszczowej aury za oknem, mam nadzieję, że zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Może wróci mróz, mój sprzymierzeniec. Dla tych, co snują dalekosiężne plany i którym brakuje cierpliwości, taka treść (źródło: The Daily Runner Page):

Wartościowe cele są daleko od nas. Jeżeli chcesz swój cel zrealizować od ręki, to szkoda życia na taki cel. 

FacebookTwitterGoogle+Podziel się
  • http://biegowaja125.blogspot.com/ Malgorzata Wrzesinska

    Gratuluję Rafale udanego stycznia i równie udanych przyszłych miesięcy życzę 🙂 Ja też uwielbiam biegać jak jest chłodniej 🙂

    • http://www.rafalmaciak.pl/ rafalmaciak.pl

      Dziękuję Gosiu za miłe słowa i również trzymam kciuki za Twoje maratońskie marzenia. Pozdrawiam 🙂

      • http://biegowaja125.blogspot.com/ Malgorzata Wrzesinska

        Dziękuję również Rafale 🙂