Wiata Rafała # 010: Post na Wielki Post

Przeczesuję ręką szorstkie od popiołu włosy. Bezwonny i szary proszek jako symbol uniżenia się. Nie upokorzenia. Raczej uświadomienia sobie marności własnego ciała, przez co również jego wyjątkowej wartości. Posypanie głowy popiołem znakiem zaakceptowania swoich ograniczeń i pozwolenia, aby dokonało się wewnętrzne przemienienie. Szaro-białe opiłki pozostają między palcami tego, kto się przyznał.

Bohaterom książki Droga Cormaca McCarthy’ego też pewnie tak gęstniały siwe włosy. Jeśli mierzwi tylko szczypta, jak musiał gryźć gardło, skórę i duszę metaliczny posmak unoszącego się wszędzie pyłu. W smutnej katastroficznej powieści amerykańskiego pisarza popiół spowijał całą spaloną ziemię i nie dawał żadnej nadziei. Dziś jest odwrotnie.

Rozpoczynający się okres wielkopostny to czas refleksji nad przemijaniem. Powiedziałbym, że nawet nad stylem przemijania. Można odejść i zwyciężyć tak jak Jezus – bardzo spektakularnie. Jednak to domena tylko najlepszych ultrasów. Nim wydarzy się ta wielka transformacja ze śmierci w życie i na odwrót, będzie jeszcze czterdzieści dni postu: kuszenia i modlitwy, odejmowania sobie i dawania innym – czterdzieści dni cichej walki; i czterdzieści dni nasilającego się uczucia nostalgii. Coraz rychłego odczucia niemocy. Od teraz gościć będzie kolor fioletowy – symbol poszukiwania odpowiedzi na pytania egzystencjalne. Nastał najlepszy czas na dosadne, uczuciowe zasłuchanie się; głębokie niczym ballady Deep Purple.

Nie obejdzie się bez trudności. Już odczuwam kuszenie. Zachwieję się nie raz. Zrezygnuję. Odpuszczę. Upadnę… Byle potem wstać.

Naszło mnie na refleksje o Wielkim Poście i stąd ten post. Post o Wielkim Poście. U mnie o konkretnej przemianie, jaka zachodzi nieustannie od roku. Dokładnie rok temu zacząłem się nawracać. Dla mnie to temat niezwykle istotny, a że kolejny raz nie mam weny, by o sportowym temacie napisać merytorycznie, napiszę metaforycznie. Wielki Post jest jak maraton. Ponad 40 km walki z myślami o rezygnacji i zejściu. Maraton bez wolontariuszy i punktów odżywczych, żeli energetycznych, kibiców, zegarka. Na boso po asfalcie, w samotności i bez medalu na mecie. Zostaniesz odznaczony Orderem Popłochu. Wysiłek bez poklasku. O tym, że wygrałeś będziesz wiedział tylko Ty. Posmakujesz wewnętrznej satysfakcji.

Kto pokonał królewski dystans z pierwszym numerem startowym? Ty będziesz tuż za Jezusem. Do czego Ciebie zachęcam?

Odkryj siebie na nowo, dopuść do zbawienia. Opuść strefę przygodnego komfortu. Dobrowolnie pozbaw się jakiejś rzeczy lub przyzwyczajenia. Konkretnego dobra w sferze materialnej, albo przyjemności. Zacznij wymagać od siebie chociaż jednej rzeczy, zachowania. Rozpocznij trening mentalny lub cielesny, grunt, że regularny. Wpadnij w tryb ascetycznej systematyczności. Odbierz sobie coś „potrzebnego”, a zobaczysz pozory tego musu. Poszczenie, jałmużna (przejście z egoizmu do dawania siebie innym) i modlitwa to recepta z Pisma Świętego. Spróbuj, a dostrzeżesz w swoim życiu zupełnie nowe przestrzenie i peryferie do zagospodarowania lepszą energią. Znajdziesz miejsce na wypełnienie swojego życia innymi wartościami. Czy za czterdzieści dni będziesz w tym samym miejscu? Wciąż na starcie?

Share

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o